niedziela, 27 maja 2012

Świąteczny weekend :)

Weekend upłynął nam tak jak w wielu domach, na świętowaniu :) Rozpoczęliśmy już w piątek - w naszym przedszkolu Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca świętowane są razem w formie rodzinnego pikniku, jest muzyka, wspólna zabawa, przejażdżki bryczką, malowanie twarzy, pyszne ciasta upieczone przez mamy, kiełbaski i inne pyszności. Dochód przeznaczony jest na potrzeby przedszkola. Przedszkolne Ciocie wkładają mnóstwo pracy w przygotowanie tego dnia - należą im się serdeczne podziękowania.
Oczywiście jest też część artystyczna - płaczę jak bóbr patrząc na śpiewające i tańczące maluszki. Przedszkolaki przygotowują "własnoręcznie" upominki dla rodziców. W tym roku dostałam kwiatka:



Zbieram te wszystkie drobiazgi, osobno przygotowane przez Julkę, osobno przez Marcina. Podpisuję, datuję ... a potem, po kilku latach rozczulam się jak w dniu, kiedy je dostałam :)

A w Dzień Mamy dzieci nazbierały kwiatki, te zebrane własnoręcznie cieszą najbardziej:
od Julki (zerwane u sąsiada ale pachnące upojnie róże):


 a od Marcina (delikatne i subtelne, zerwane praktycznie bez łodyżki):


Ale najcenniejsze są wspólnie spędzone wolne chwile:






Niestety, świętowanie nie sprzyja diecie ... ale cóż, jedna porażka nie oznacza przegranej wojny ze zbędnymi kilogramami ;)

wtorek, 22 maja 2012

Dieta, szparagi i orliki ...

… czyli wiosna w pełni!
Zacznę od końca. Znacie orliki? Lubicie? Osobiście to jedne z moich najulubieńszych kwiatów z ogrodu mojej babci. Są piękne w ogrodzie i w bukiecie. Udało mi się sprowadzić do ogródka ich kilka różnych odmian i kolorów. Mam ich mnóstwo – póki co zagęszczają jeszcze dawny ogród przyblokowy, ale już rozpoczęłam ich przeprowadzkę i kilka rośnie także na Ogrodowej :)
Tutaj moje orlikowe bukiety:
 Lubię te deliktane "dzwonkowe" kwiaty



 W towarzystwie astromerii kupionej w kwiaciarni też są śliczne.

Astromeria
Pierwsze orliki już przekwitły, niebawem pozbieram, ususzę i będę miała mnóstwo nasion. Jeśli będziecie chętne mogę zorganizować rozdawajkę nasion – zgłaszajcie się w komentarzach i mailowo.
 Maj to także sezon na szparagi. Są świetne w każdym wydaniu! Kupuję je teraz w ilościach przyprawiających o ból głowy – po ostatnich zakupach i obieraniu całą noc mi się śniły. Wiem, że nie wszędzie są popularne i niektórzy nie mieli sposobności próbować, nie wiedzą jak się za nie zabrać. Oto co ja z nimi robię – to taka podstawa bo wariacji na temat podawania z szynką, sosami, na ciepło i zimno jest całe mnóstwo w Internecie.
Szparagi najlepiej kupować po obfitych deszczach, nie za bardzo lubią upały, lepiej im gdy temperatura jest umiarkowana w okolicach 20 stopni i chłodniejsza. Na zakupy wybieram się zawsze z wilgotną ściereczką, zazwyczaj nie kupuję w marketach lecz na targu (w Wielkopolsce jest duża szansa na to, że szparagi będą świeże, prosto z pola), chociaż w marketach też udało mi się kupić wyjątkowo dobre. Ściereczka po to, aby szparagi nie wyschły, zachowały kruchość i świeżość.

Można je w ten sposób przechowywać kilka dni w lodówce. Jeśli macie możliwość wyboru to lepiej kupić na stoisku, na którym szparagi stoją w wodzie niż na takim gdzie leżą w koszach i pojemnikach.  Szparagi powinny być białe, te żółto-brązowe nie są świeże, prawdopodobnie zostały zebrane kilka dni wcześniej. Te które mają różowe łebki zobaczyły słońce przed zbiorem – nie wiem jak to wpływa na ich jakość ale dobrzy rolnicy starają się aby tego słońca szparag nie zobaczył.
Słowo dygresji – dobrych kilkanaście lat temu spędziłam z Mamą trochę czasu „na szparagach” na obrzeżach Bawarii. To, o czym tu piszę nauczyłam się od p. Helmuta, który szczycił się jednymi z najlepszych szparagów w okolicy. Niestety, pomimo starań, zdarzają się wpadki i kupię szparagi, włókniste z gorzkim posmakiem. Na szczęście nie zdarza się to często :)
Rozmiar ma znaczenie. Szparaga oczywiście :) Te za grube często bywają gorzkawe. Do zjedzenia jako dodatek do potrawy najlepsze są na grubość kciuka, cieńsze kupuję na zupę.
Każdego, bez względu na rozmiar należy umyć i następnie obrać z grubego włókna. Przypomina trochę to na kalarepie. Włókna się nie rozgotowują, będą twarde, nie do przełknięcia. Można je ugotować osobno, z odrobiną kostki rosołowej i z wywaru zrobić taką zupkę – „rosołek” do wypicia, albo podać z pietruszką i np. groszkiem ptysiowym lub podpieczonym chlebkiem.
Następnie szparagi segreguję – te grubsze do ugotowania, te cieńsze – do zupy.

Szparagi można ugotować na parze, najlepiej w specjalnym garnku (niestety nie dorobiłam się jeszcze takiego) lub tak tradycyjnie, w wodzie – jak np. kalafiora. Na końcu delikatnie solimy. Można też dodać do smaku kostkę rosołową, polecam z pietruszką i lubczykiem – ale dosłownie odrobinę, mniej niż ¼, żeby nie zabiła smaku. Ugotowane szparagi polewamy masełkiem i zjadamy jako samodzielną przystawkę, lub dodatek do obiadu, lub na zimno np. owinięte w plasterek szynki. Wywaru nigdy nie wylewa., dolewam masełko, które zostało na talerzu i mam pyszną zupę.
W naszym domu, przed ugotowaniem następuje komisyjne liczenie i dzielenie łepków – te są najdelikatniejsze i najsmaczniejsze :)



Drobne szparagi świetnie nadają się na zupę – krem. Gotuję tak jak wyżej, tyle, że na końcu wszystko miksuję. Podaję z grzankami lub groszkiem ptysiowym.
Szparagi na zdjęciach przygotowane są do mrożenia. Można je mrozić od razu po obraniu. Potem zimą są majowym wspomnieniem :)
Polecam też szparagi na surowo – smaczna przekąska, takie małe „coś na ząb”. Słodkawe, może podobne do kalarepy? Łepki natomiast niezbyt dobre, najlepiej odłożyć je do ugotowania :)
Nie wiem czy wiecie, ale szparagi są uznawane za afrodyzjak. Czy to z powodu kształtu, czy z jakiegoś innego powodu?

W tym roku, zainspirowana reportażem w Sielskim Życiu zakisiłam dwa słoiczki szparagów. Tak na dobry początek, zobaczymy, czy moja dość konserwatywna smakowo rodzina je zaakceptuje :)

No i na koniec … dieta. Niestety, tak najpierw było tak pysznie szparagowo ale niestety, postanowiłam raz na zawsze pożegnać się z bagażem 10 kg które noszę od urodzenia Marcina. Dlatego szparagi dla mnie tylko w wersji light czyli prosto z wody z odrobiną masełka. Na szczęście moja dieta nie pozwala mi głodować, jem to co mi smakuje, dużo warzyw, owoców, pieczywo w normie. Właściwie wszystko w niej jest, smacznie i zdrowo. Najważniejsze, że wyrabia prawidłowe nawyki spożywania posiłków i zwracania uwagę na to co i jak się je. Wykupiłam ją na jednym z portali i póki co (to dopiero kilkanaście dni) jestem zadowolona i waga drgnęła w dół.
 Życzcie mi szczęścia i trzymajcie kciuki, żeby mi się udało!

wtorek, 15 maja 2012

Był sobie park

Park wiejski a zarazem dworski - wpisany do rejestru zabytków. Kiedyś podobno zadbany, z rabatami, klombami, ławeczkami, domkiem dla łabędzi na małym stawku - to w czasach funkcjonujących PGRów. Co było wcześniej - nikt już nie pamięta.  Może najstarsi mieszkańcy Ż.? Ale przed wojną sami byli dziećmi w pamięci pozostały zamglone obrazy. Sam dworek jest niezbyt ciekawy, wielokrotnie przebudowywany i dobudowywany jest dość nieforemny.
Majątek należał kiedyś do rodziny Chełmickich, z którymi spokrewnieni są Tyszkiewicze - odwiedzają od czasu do czasu te strony, może starają się o odzyskanie pałacyku? Dlatego chodzę i fotografuję, nigdy  nie wiadomo jak będzie wyglądał za rok. W moim blogu już był park jesienią. O każdej porze roku jest piękny! :)

Taki zarośnięty i zdziczały też ma swój urok :))







Parkowe ścieżki i ścieżynki:






Zabiegana jestem ostatnio, zawodowo dużo pracy i domowych obowiązków cała masa, mam braki w odwiedzaniu Was i czytaniu blogów. Tym bardziej dziękuję Wam za odwiedziny i za każde pozostawione słówko.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)