Obserwatorzy

środa, 30 maja 2012

Świętowania i wzruszeń ciąg dalszy.

Wczoraj świętowałam Dzień Mamy u Julki w szkole. I co? Znowu mi łzy pociekły po policzkach ... ach, nie wiem czy się kiedyś uodpornię. Próbuję wziąć się w garść ale mi nie wychodzi. Julka, jako jedyna dziewczynka w klasie posiadająca brata powiedziała taki wierszyk i przygotowała rysunek:



Mamo namalowałam Ci obrazek, zupełnie sama.
Na tym obrazku jesteśmy razem:
Ja Twoja córka i Ty moja Mama.
A Twój synek, mój brat, podaje Ci kwiat.
Jesteś pięknie ubrana, uśmiechnięta i ładna.
Tylko mi tu nie wyszło, że Ty Mamo,
jesteś bardzo, ale to bardzo kochana.

Gdy już będę duża, kupię Ci dom, taki jak ten, na obrazku.
Będziesz tu wracać po pracy, by odpoczywać na ganku.


I jak tu się nie wzruszyć?


Słowem wytłumaczenia Julka mi wyjaśniła, czemu rysunek taki pognieciony - bo rysowała go pod kołdrą, żebym nie widziała! I nie mogła się przyłożyć, tak jakby chciała :)))  Dla mnie i tak jest piękny :)

Akademia była cudowna, dzieci przejęte a Mamy szczęśliwe i bardzo dumne.


Julka zadowolona, zaprezentowała swoją nową odświętną fryzurę, wykonaną maminymi rękami:




Wciąż się coś dzieje a chciałam Wam pochwalić się moimi kuchennymi i nie tylko kuchennymi zakupami. Jakiś czas temu odkryłam sklep z końcówkami różnych kolekcji - generalnie właściciele kupują to, co uda im się kupić w zachodnich outletach, po dużo niższych cenach niż u nas.
Mi wpadły w oko poduchy w uroczy kwiatowy wzór, które podobają mi się w salonie:



i na tarasie:


Te zdjęcia robiłam kilka dni temu, o czym świadczy bez w wazonie (dziś już tylko wspomnienie), ale nie miałam okazji się pochwalić ;)

Do kompletu kupiłam jeszcze rękawice i łapki do gorących garnków oraz uroczy fartuszek:




Udało mi się też kupić nie stanowiącą kompletu ściereczkę do naczyń, która u mnie pełni rolę małej serwetki na tarasowy stolik:




Dziękuję Wam, że mnie odwiedzacie zostawiając przy okazji miłe słowo :))
Kolejny post będzie robótkowo-szydełkowy :)



niedziela, 27 maja 2012

Świąteczny weekend :)

Weekend upłynął nam tak jak w wielu domach, na świętowaniu :) Rozpoczęliśmy już w piątek - w naszym przedszkolu Dzień Matki, Dzień Dziecka i Dzień Ojca świętowane są razem w formie rodzinnego pikniku, jest muzyka, wspólna zabawa, przejażdżki bryczką, malowanie twarzy, pyszne ciasta upieczone przez mamy, kiełbaski i inne pyszności. Dochód przeznaczony jest na potrzeby przedszkola. Przedszkolne Ciocie wkładają mnóstwo pracy w przygotowanie tego dnia - należą im się serdeczne podziękowania.
Oczywiście jest też część artystyczna - płaczę jak bóbr patrząc na śpiewające i tańczące maluszki. Przedszkolaki przygotowują "własnoręcznie" upominki dla rodziców. W tym roku dostałam kwiatka:



Zbieram te wszystkie drobiazgi, osobno przygotowane przez Julkę, osobno przez Marcina. Podpisuję, datuję ... a potem, po kilku latach rozczulam się jak w dniu, kiedy je dostałam :)

A w Dzień Mamy dzieci nazbierały kwiatki, te zebrane własnoręcznie cieszą najbardziej:
od Julki (zerwane u sąsiada ale pachnące upojnie róże):


 a od Marcina (delikatne i subtelne, zerwane praktycznie bez łodyżki):


Ale najcenniejsze są wspólnie spędzone wolne chwile:






Niestety, świętowanie nie sprzyja diecie ... ale cóż, jedna porażka nie oznacza przegranej wojny ze zbędnymi kilogramami ;)

wtorek, 22 maja 2012

Dieta, szparagi i orliki ...

… czyli wiosna w pełni!
Zacznę od końca. Znacie orliki? Lubicie? Osobiście to jedne z moich najulubieńszych kwiatów z ogrodu mojej babci. Są piękne w ogrodzie i w bukiecie. Udało mi się sprowadzić do ogródka ich kilka różnych odmian i kolorów. Mam ich mnóstwo – póki co zagęszczają jeszcze dawny ogród przyblokowy, ale już rozpoczęłam ich przeprowadzkę i kilka rośnie także na Ogrodowej :)
Tutaj moje orlikowe bukiety:
 Lubię te deliktane "dzwonkowe" kwiaty



 W towarzystwie astromerii kupionej w kwiaciarni też są śliczne.

Astromeria
Pierwsze orliki już przekwitły, niebawem pozbieram, ususzę i będę miała mnóstwo nasion. Jeśli będziecie chętne mogę zorganizować rozdawajkę nasion – zgłaszajcie się w komentarzach i mailowo.
 Maj to także sezon na szparagi. Są świetne w każdym wydaniu! Kupuję je teraz w ilościach przyprawiających o ból głowy – po ostatnich zakupach i obieraniu całą noc mi się śniły. Wiem, że nie wszędzie są popularne i niektórzy nie mieli sposobności próbować, nie wiedzą jak się za nie zabrać. Oto co ja z nimi robię – to taka podstawa bo wariacji na temat podawania z szynką, sosami, na ciepło i zimno jest całe mnóstwo w Internecie.
Szparagi najlepiej kupować po obfitych deszczach, nie za bardzo lubią upały, lepiej im gdy temperatura jest umiarkowana w okolicach 20 stopni i chłodniejsza. Na zakupy wybieram się zawsze z wilgotną ściereczką, zazwyczaj nie kupuję w marketach lecz na targu (w Wielkopolsce jest duża szansa na to, że szparagi będą świeże, prosto z pola), chociaż w marketach też udało mi się kupić wyjątkowo dobre. Ściereczka po to, aby szparagi nie wyschły, zachowały kruchość i świeżość.

Można je w ten sposób przechowywać kilka dni w lodówce. Jeśli macie możliwość wyboru to lepiej kupić na stoisku, na którym szparagi stoją w wodzie niż na takim gdzie leżą w koszach i pojemnikach.  Szparagi powinny być białe, te żółto-brązowe nie są świeże, prawdopodobnie zostały zebrane kilka dni wcześniej. Te które mają różowe łebki zobaczyły słońce przed zbiorem – nie wiem jak to wpływa na ich jakość ale dobrzy rolnicy starają się aby tego słońca szparag nie zobaczył.
Słowo dygresji – dobrych kilkanaście lat temu spędziłam z Mamą trochę czasu „na szparagach” na obrzeżach Bawarii. To, o czym tu piszę nauczyłam się od p. Helmuta, który szczycił się jednymi z najlepszych szparagów w okolicy. Niestety, pomimo starań, zdarzają się wpadki i kupię szparagi, włókniste z gorzkim posmakiem. Na szczęście nie zdarza się to często :)
Rozmiar ma znaczenie. Szparaga oczywiście :) Te za grube często bywają gorzkawe. Do zjedzenia jako dodatek do potrawy najlepsze są na grubość kciuka, cieńsze kupuję na zupę.
Każdego, bez względu na rozmiar należy umyć i następnie obrać z grubego włókna. Przypomina trochę to na kalarepie. Włókna się nie rozgotowują, będą twarde, nie do przełknięcia. Można je ugotować osobno, z odrobiną kostki rosołowej i z wywaru zrobić taką zupkę – „rosołek” do wypicia, albo podać z pietruszką i np. groszkiem ptysiowym lub podpieczonym chlebkiem.
Następnie szparagi segreguję – te grubsze do ugotowania, te cieńsze – do zupy.

Szparagi można ugotować na parze, najlepiej w specjalnym garnku (niestety nie dorobiłam się jeszcze takiego) lub tak tradycyjnie, w wodzie – jak np. kalafiora. Na końcu delikatnie solimy. Można też dodać do smaku kostkę rosołową, polecam z pietruszką i lubczykiem – ale dosłownie odrobinę, mniej niż ¼, żeby nie zabiła smaku. Ugotowane szparagi polewamy masełkiem i zjadamy jako samodzielną przystawkę, lub dodatek do obiadu, lub na zimno np. owinięte w plasterek szynki. Wywaru nigdy nie wylewa., dolewam masełko, które zostało na talerzu i mam pyszną zupę.
W naszym domu, przed ugotowaniem następuje komisyjne liczenie i dzielenie łepków – te są najdelikatniejsze i najsmaczniejsze :)



Drobne szparagi świetnie nadają się na zupę – krem. Gotuję tak jak wyżej, tyle, że na końcu wszystko miksuję. Podaję z grzankami lub groszkiem ptysiowym.
Szparagi na zdjęciach przygotowane są do mrożenia. Można je mrozić od razu po obraniu. Potem zimą są majowym wspomnieniem :)
Polecam też szparagi na surowo – smaczna przekąska, takie małe „coś na ząb”. Słodkawe, może podobne do kalarepy? Łepki natomiast niezbyt dobre, najlepiej odłożyć je do ugotowania :)
Nie wiem czy wiecie, ale szparagi są uznawane za afrodyzjak. Czy to z powodu kształtu, czy z jakiegoś innego powodu?

W tym roku, zainspirowana reportażem w Sielskim Życiu zakisiłam dwa słoiczki szparagów. Tak na dobry początek, zobaczymy, czy moja dość konserwatywna smakowo rodzina je zaakceptuje :)

No i na koniec … dieta. Niestety, tak najpierw było tak pysznie szparagowo ale niestety, postanowiłam raz na zawsze pożegnać się z bagażem 10 kg które noszę od urodzenia Marcina. Dlatego szparagi dla mnie tylko w wersji light czyli prosto z wody z odrobiną masełka. Na szczęście moja dieta nie pozwala mi głodować, jem to co mi smakuje, dużo warzyw, owoców, pieczywo w normie. Właściwie wszystko w niej jest, smacznie i zdrowo. Najważniejsze, że wyrabia prawidłowe nawyki spożywania posiłków i zwracania uwagę na to co i jak się je. Wykupiłam ją na jednym z portali i póki co (to dopiero kilkanaście dni) jestem zadowolona i waga drgnęła w dół.
 Życzcie mi szczęścia i trzymajcie kciuki, żeby mi się udało!

środa, 16 maja 2012

Był sobie park

Park wiejski a zarazem dworski - wpisany do rejestru zabytków. Kiedyś podobno zadbany, z rabatami, klombami, ławeczkami, domkiem dla łabędzi na małym stawku - to w czasach funkcjonujących PGRów. Co było wcześniej - nikt już nie pamięta.  Może najstarsi mieszkańcy Ż.? Ale przed wojną sami byli dziećmi w pamięci pozostały zamglone obrazy. Sam dworek jest niezbyt ciekawy, wielokrotnie przebudowywany i dobudowywany jest dość nieforemny.
Majątek należał kiedyś do rodziny Chełmickich, z którymi spokrewnieni są Tyszkiewicze - odwiedzają od czasu do czasu te strony, może starają się o odzyskanie pałacyku? Dlatego chodzę i fotografuję, nigdy  nie wiadomo jak będzie wyglądał za rok. W moim blogu już był park jesienią. O każdej porze roku jest piękny! :)

Taki zarośnięty i zdziczały też ma swój urok :))







Parkowe ścieżki i ścieżynki:






Zabiegana jestem ostatnio, zawodowo dużo pracy i domowych obowiązków cała masa, mam braki w odwiedzaniu Was i czytaniu blogów. Tym bardziej dziękuję Wam za odwiedziny i za każde pozostawione słówko.
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie :)

wtorek, 15 maja 2012

Dzień Niezapominajki

To dziś. Święto zapoczątkował Andrzej Zalewski - "Pan od pogody" z 1. programu PR.
Moje niezapominajki już przekwitły, te znalzłam w parku przy okazji fotografowania bzu.

Mi niezapominajki kojarzą się z majowymi wiejskimi ogrodami i leśnymi strumykami. Babcia opowiadała mi taki wierszyk, pewnie go znacie :))
Niezapominajki -
- to są kwiatki z bajki,
rosną nad potokiem,
patrzą modrym okiem.
Kiedy płyniesz łódką
śmieją się cichutko
i szeptają skromnie
nie zapomnij o mnie.

Mam nadzieję, że nie zabraknie ich w naszym sielskim, polskim krajobrazie :))

P.S. http://niezapominajki.pl/  - zajrzyjcie, bliżej o święcie ludzi serdecznych.

poniedziałek, 14 maja 2012

Majowe piosenki ...

… te które jako pierwsze przychodzą mi do głowy pełne są zapachu, najczęściej zapachu bzu.
Mamy bez na Saskiej Kępie w Małgośce, jeden z symboli wiosny u Skaldów, tęsknotę za nim Mieczysława Fogga i moją ulubioną Balladę Starego Dobrego Małżeństwa:
Wielkopolski bez właściwie już przekwitł, zdjęcia poniżej robiłam kilka dni temu, niemalże o świcie, w większości w pięknym, zabytkowym parku. Kiedyś znajdowała się w nim bzowa alejka, dziś jest zaniedbana, zarośnięta, trudno się przez nią przedrzeć.  Gdy 10 lat temu się przeprowadziłam do Ż. alejką można było swobodnie przejść, dziś wygląda tak:




Robiąc te zdjęcia musiałam wyglądać dość dziwnie - czułam na sobie wzrok ludzi pracujących w pałacyku znajdującym się nieopodal. Ale nie wiem jak będzie park wyglądał za rok, więc postanowiłam nadszarpnąć opinię szanowanego obywatela Ż. :)) Przy okazji przytargałam trochę bzu do domu – w całości pochodził z połamanych gałęzi -aż boli ludzki brak szacunku do przyrody.
Bez całkowicie zakręcił mi w głowie więc wybacie tą ilość zdjęć, ale starałam się sfotografować wszystkie odmiany bzu, które udało mi się wypatrzyć.









Aby wykonać te zdjęcia musiałam przedrzeć się przez gęsty łan pokrzyw, sięgających do kolan (też ma swój urok):



Pozdrawiam Was majowo J
Zakręcona a.m