Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biuro. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 sierpnia 2013

Porządki :)

Mam ostatnio wrażenie, że cały czas porządkuję i nadrabiam zaległości w domu, w ogrodzie, w pracy, na blogu. I myślę, że jednak ta natura jest cudowna ... co prawda jeszcze całkiem niedawno narzekaliśmy na trwającą niemiłosiernie długo zimę i czekaliśmy na opóźniającą swe przybycie wiosnę a teraz tak samoistnie przestawiamy się na jesień, jej barwy i smaki, jesienne obowiązki ... Po dwumiesięcznej "labie" cieszę się, że w poniedziałek zaczyna się szkoła, przedszkole i wszystko wraca na stare, utarte ścieżki.

W ramach nadrabiania blogowych zaległości trochę posprzątałam, dodałam wszystkie blogi, które obserwuję na boczny pasek (zastanawiam, czemu nie dzieje się to automatycznie? Może to ja coś nie tak mam w ustawieniach?) i ze wstydem (że dopiero po miesiącu) pochwalę się tym co zamówiłam i dostałam od Qrki. Niestety moje zdjęcia nie są w stanie oddać urody zamówionych rzeczy, na pewno lepiej prezentują się u Beatki (klik) :)

Myślę, że nie przesadzę pisząc, że znakiem firmowym Beatki są szyldy. Zawsze mi się marzyły i teraz mam (i myślę, że to nie ostatnie):

- do domu


- i do biura


Te domowe póki co, czekają na skierowanie do właściwych miejsc. "Witajcie" będzie wędrował w zależności od potrzeby a tabliczka z numerem domu miała zdobić dom. Tylko, gapą będąc, zamówiłam za dużą. Miejsce dla takiego cudeńka oczywiście już jest, tylko poczekam na wiosnę. Trochę obawiam się, że jesienno-zimowe słoty mogłyby jej zaszkodzić. Aż żałuję, że  nie mam takiej bujnej zieleni jak Beatka ... eech, w tym bluszczu wygląda idealnie.

Za to tabliczka Mapy od razu powędrowała na swoje miejsce. Kiedy kupowałam stary parasolnik, z myślą o przechowywaniu w nim map, a potem go odnawiałam (do przeczytania tutaj) wiedziałam, że idealnie do niego będzie pasował taki właśnie szyldzik. 

A ... na koniec ... cudna chusta:


Gdy na nią patrzę, to też cieszę się z nadchodzącej jesieni :) Jest delikatna, mięciutka, w idealnie pasującym do jesiennej garderoby kolorze :)) 
Beatko, jeszcze raz z całego serca za wszystko dziękuję!!! :))

W ramach porządków posortowałam też większość wakacyjnych zdjęć i pewnie niebawem będę wspominać wakacje, który były dość intensywne :)

Pozdrawiam słonecznie
A.M.

P.S. Spersonalizowane paczuszki dziś trafiły na pocztę. Trochę to trwało, przepraszam, że tak długo. Mam nadzieję, że już jutro będą u Was :)


sobota, 9 lutego 2013

Sean McMission i trochę wiosny w biurze :)

Karnawał ma się ku końcowi, właściwie kto może, dziś gdzieś się bawi :) Mi już od paru lat zabawy nie w głowie, chociaż może by i były w głowie ale nie mam z kim dzieci zostawić, nikt nie pała chęcią zaopiekowania się moimi skarbami, a właściwie tym młodszym mamisynkiem :( I tylko on w tym roku bawił się na balu przebierańców.

Gdy zerkam wstecz to przypominam sobie, że nieraz marudziłam szykując Julce stroje karnawałowe. Zawsze wymyślała coś na ostatnią chwilę i miałam mało czasu na przygotowania. A czasami trzeba było stworzyć i skleić mnóstwo kwiatów, piór itp. Ale to było nic.
Jak pisałam w ubiegłym roku (tutaj) wszelkie przebrania staram się robić sama bo frajda przy tym niemała a i zazwyczaj stroje są oryginalne i inne od tych z wypożyczalni, że o wydatkach nie wspomnę ;)
W tym roku Julka, już czwartoklasistka nie miała balu, a Marcin ... wymyślił, że chciałby się przebrać za Seana McMission. Dla niewtajemniczonych: to autko-superagent JKM z filmu Auta 2.
Hmmmmm, jak przebrać dziecko za samochód? Czasu miałam niewiele, bo przez jakiś czas słyszałam, że w ogóle się nie będzie przebierał. Po krótkim namyśle wymyśliłam, że zrobię cztery kartonowe koła, po jednym do rąk i nóg, uszyję pelerynkę (ręcznie bo nie mam maszyny) i zrobię maskę. Pewnie gdybym miała czasu więcej i jeszcze maszynę i synka bardziej cierpliwego (nie chciał nic przymierzyć i wszystko robiłam "na oko" więc maska jest zdecydowanie za mała i oczy za wysoko ;) ) to efekt mógłby być ciekawszy. Ale i tak myślę że nie wyszło najgorzej :))



Poniżej mój Sean bez maski :D W domu, już po balu, koła w ciężkim stanie :))



Całości dopełniały dwa pistolety - w przedszkolu :)



Znacie, pamiętacie jakieś nieprawdopodobne przebrania??? Podzielcie się, bo nie wiem kim Marcin będzie w przyszłym roku :))

A teraz trochę wiosny w  moim biurze, o którym pisałam już tutaj:





Niestety stolik  nie ma jeszcze docelowego blatu, bo chciałabym aby był solidny, drewniany, ale myślę, że i na to przyjdzie czas :)



A ten kącik czeka na zagospodarowanie. Chciałabym ożywić białe ściany, tylko nie wiem jeszcze czym i jak. Naprzeciwko biurka, obok wejścia wisi wianek od Graszki, dziękuję :* To wyjątkowy prezent i bardzo od serca :))


 Szampańskiej zabawy życzę wszystkim tym, którzy właśnie gdzieś się szykują ... Niestety ja na białą salę, ale za to w towarzystwie Urszuli Dudziak, której wspomnienia właśnie czytam. Nie jest moją ulubioną jazzową wokalistką ale podziwiam ją za pogodę ducha, za determinację, za to że jest przemiłą i ciepłą osobą. A tico tico bardzo lubię:


Miłego wieczoru :)



czwartek, 25 października 2012

Pierwsza odsłona biura i filiżankowe losowanie

Zacznę o końca, czyli od losowania. Chociaż ... wbrew temu co zostało napisane, u mnie pierwsi pozostają na swoim miejscu i ... filiżanki polecą/pojadą do Małgosi, do mojego Gdańska :))
W międzyczasie dopytywałam Was czy pozostawienie komentarza jest równoznaczne z chęcią wzięcia udziału w losowaniu, nie chciałam żadnej z Was pominąć. Tak bardziej z obserwacji wiem, że różnie to bywa z zabawami, a zależało mi, żeby szanse były jednakowe. Najchętniej obdarowałabym każdą z Was, ale komplet filiżanek był tylko jeden. Małgosiu, mam nadzieję, że herbatka i kawa będą smakowały! :))

Bardzo brakuje mi regularnego blogowania. Szczególnie regularnego czytania Waszych blogów, które są dla mnie inspiracją, oderwaniem od rzeczywistości ... Mam nadzieję, że niebawem wszystko wróci do normy. Biuro zaczyna nabierać kształtów i ... kolorów. Chociaż poza białym, czarnym i zielonym niewiele tych kolorów się znajdzie, ale myślę, że to mi wystarczy. A jak nie to sprawię sobie super-wesołe-kolorowe dekoracje ścienne lub dywanik na podłogę. Sporo pracy kosztowało mnie dopasowanie tego co miałam do nowego wnętrza. Dziś pierwsza odsłona:


Moje wymarzone biurko na koziołkach i krzesłko/fotel wg projektu małżeństwa Eames. Krzesełko wpadło mi w oko na blogu Marty i chociaż w moich domowych wnętrzach nie byłoby dla niego właściwego miejsca w  "pracowni" dyktuje reguły :) Nie jest to niestety oryginał a jedynie inspiracja dostępna na Allegro, ale w zupełności spełnia moje oczekiwania. Stało ponad dwa tygodnie pomiędzy kuchnią i jadalnią i było jednym z ulubionych miejsc do "zasiadywania się". Myślę o takim krzesełku do pokoju Julki, jest leciutkie, nie będzie rysowało podłogi ma jedną, jedyną wadę ... cenę ... Dlatego myślę, może św. Mikołaj mi je przyniesie ;)


Koziołki, zakupione w Ikea, zmontowałam sama :)) No może niecałkiem. Przy bardzo absorbującej pomocy Marcinka. Ale najważniejsze, że nam się udało! :) Wymagają jeszcze polakierowania, narzędzia i środki widać w tle. Niebawem się za nie zabiorę. Blat nie jest moim wymarzonym. Niestety, jak to często bywa, w trakcie okazało się, że nie ma takich gotowych blatów, jaki sobie wymyśliłam. A nawet, jeśli udałoby mi się kupić to okaże się do niczego i powinnam specjalny zamówić. Wykonałam kilka telefonów i nie ma szans na szybkie zrealizowanie zamówienia, które dodatkowo wcale nie będzie tanie. Darowałam sobie, pozostanę przy tym, widoczynym na zdjęciu, lekko wzmocnionym. Może kiedyś doczekam się tego, wymarzonego ... :) 


Niewiele rzeczy zabrałam ze "starego biura". Z mebli to tylką ten "kontener" widoczny tutaj. Był w kolorze calvados, który już mi się bardzo opatrzył przez ostatnie lata i dodatkowo zupełnie nie pasowałby do tego wnętrza. Wałek w dłoń, farba Dulux do drewna i metalu, i mam przemalowaną szafkę. Nie powiem, żeby było to trwałe posunięcię, ale "na jakiś czas" wystarczy. Szafka nie jest zbyt mocno eksploatowana. Jeszcze potraktuję ją lakierem (dlatego brakuje uchwytów) i może przetrwa troszkę dłużej. Po tej "metamorfozie" wiem, że malowanie mebli nie jest moją mocną stroną. Naczytałam się, jakie to proste, że można na różne sposoby: od zwykłej gąbki do naczyń po pędzel (w moim przypadku sprawdził się jedynie wałek), że wystarczą 2 warstwy (po 3 uważam, że i 4 byłaby wskazana) i myślałam, że to taka bułka z masłem. Dziękuję, wolę suchą bułkę. Byle było łatwiej ;)


Goście będą mogli wypić kawę/herbatę przy stoliku, którego podstawą będzie stara maszyna:


Kiedyś, od innego Pana Janka, też ze skupu złomu, dostałam podstawę do maszyny. Była paskudnie zanieczyszczona, tłusta i oklejona kurzem. Trochę pracy kosztowało mnie oczyszczenie jej,  najpierw         "z grubsza" zwykłym zmywakiem do naczyń na sucho, potem w niektórych miejscach papierem ściernym. Na koniec benzyną ekstrakcyjną w celu odtłuszczenia i hammerite'm aby zabezpieczyć przed rdzą i nadać koloru, matowego czarnego :)
  


Krasnala poniżej dostrzegłam dopiero w trakcie odnowy maszyny. Polubiliśmy się, chyba :)


Maszyna przed meatomorfozą ...


A jak już się rozpędziłam to oczyściłam też i wymalowałam stary stojak na parsole. W moim biurze będzie pełnił funkcję "mapnika". Przeróżnych map mam pod dostatkiem i muszę gdzieś je zrolowane trzymać. Będą sobie dostojnie stały w starym parasolniku



wcześniej zżerałago rdza, a który wypatrzyłam w sklepie z używanymi meblami:


A na koniec ...

 podstawa maszyny od Pana Janka z poprzeniego wpisu. Stoi sobie w domku na narzędzia. Potraktowana srebrolem pewnie najpierw trafi do piaskowania, a potem ... zobaczymy. Blat i szufladka są piękne i zostaną odnowione. Mechanizm maszyny jest  zdobiony, pewnie przy niewielkim wkładzie całkiem sprawny, sfotografuję w najbliższym czasie. Nie wiem czy kiedyś będę szyła na niej, może znajdą się nowe dobre ręce? Hmmmm. Sprawa jest do przemyślenia :) Jeśli się znajdą to będę szczęśliwa.

Mam nadzieję, że chociaż odrobinę się Wam wytłumaczyłam. Bo tak naprawdę to moje organizowanie biura odbywa się w wolnych chwilach. Poza tym muszę normalnie pracować (a to wiąże się ostatnio z bardzo dalekimi jak dla mnie wyjazdami), przygotowywać dokumenty, spotykać się klientami i oczywiście pełnić rolę mamy i żony :)
Mam nadzieję, że ta gonitwa już wkrótce się skończy. Przede mną niedługi wypoczynek w Gdańsku, za dwa tygodnie ale już się cieszę :)

Pozdrawiam Was gorąco, życząc aby ten pierwszy dzień zimy, który na jutro zapowiadają okazał się nie taki najgorszy! :))