Obserwatorzy

czwartek, 26 września 2013

Prezent urodzinowy :))

Mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze ... i gdy post się ukaże, i przeczytają go pierwsze z Was to ja będę wysiadała z autka w środku Puszczy Noteckiej, złapię oddech i powędruję wgłąb lasu. Bez moich ukochanych najbliższych, w ciszy i spokoju, ze szwagrem-leśnikiem u boku.

To mój urodzinowy prezent, od siebie dla siebie :) I od męża, który będzie musiał sam (!) wyszykować się do pracy i jeszcze Marcina odwieźć do przedszkola, odebrać i spędzić z dzieciakami część popołudnia. Takie wypady to tylko zawodowo mi się zdarzały, a teraz egoistycznie robię w końcu coś dla siebie samej :)))

I będę sobie nuciła ulubione piosenki Starego Dobrego Małżeństwa, urodzinowe i nie tylko:

http://www.youtube.com/watch?v=BZUx1H4xJfc

(nie wiem czemu, ale niektórych piosenek nie mogę dodać bezpośrednio na bloga)

i w podziękowaniu, za te ileś tam lat ... i za wszystkich i wszystko co spotkałam do tej pory na swojej drodze :))


A może nawet jakiś grzyb się trafi??? 

Pięknego dnia życzę Wam ... i egoistycznie, sobie też :D

piątek, 20 września 2013

Sprzątanie świata? Jestem na nie!

Dziewczyny, które znają mnie bliżej wiedzą, że zawodowo zajmuję się ochroną środowiska, a właściwie przygotowywaniem różnych analiz i opracowań. Kiedyś z racji wykonywanej pracy urzędniczej też musiałam brać udział w wydarzeniach typu "Sprzątanie świata". O ile miałam na to wpływ to starałam się kupować dzieciom (bo to przecież najwięcej dzieci wyrusza na sprzątanie świata) przede wszystkim mocne rękawice i worki, ale i tak mieliśmy limity wydatków i dzieci zazwyczaj dostawały po jednej rękawiczce. Troska o środowisko i życie w zgodnie z naturą są mi bliskie i dlatego też bliska mi była edukacja ekologiczna (będąca moim konikiem). Cenię wiele akcji edukacyjnych, niektóre jeśli mam możliwość wspieram finansowo. Nie rozumiem natomiast idei wysyłania dzieci do lasów, parków miejskich w celu sprzątania śmieci. Czego dzieci się uczą? Najczęściej tego, że dorośli śmiecą. Bo przecież butelki po piwie, puszki, zużyte prezerwatywy, niedopałki, bywa też że zużyte igły i strzykawki nie należą do dzieci. Czy nie byłoby lepiej aby np. dzieci zamiast zbierać śmieci wygrabiły liście schorowanych kasztanów? Albo zadbały o zieleń wokół szkoły? W mojej szkole podstawowej każda klasa była odpowiedzialna za skrawek ziemi. Sprzątaliśmy, budowaliśmy kosze, sadziliśmy kwiaty, tworzyliśmy skalniaki. To była prawdziwa troska o swój kawałek ziemi. Były też mniej udane akcje jak choćby wykopki i zbieranie stonki, ale to na szczęście było i minęło.
Kiedy rozmawiam z nauczycielami to przyznają mi rację .... a potem przychodzi 3 weekend września i dzieci znowu zabierają się za porządki po nas, dorosłych - bo tak trzeba, bo nie wypada nie wziąć udziału w tej akcji. Worki ze śmieciami zostaną ustawione przy drodze i w niektórych  miejscach postoją tydzień albo dłużej. Czy efekt edukacyjny zostanie osiągnięty?

wtorek, 17 września 2013

Dwa motylki i żaba :)

W ostatnich dniach powstały jeszcze dwa motylki:




Nie widziałam takich w internecie. Prawda jest też taka, że specjalnie się nie rozglądałam i całkiem sama je wymyśliłam. Dostałam też pytanie o "przepis" na motylka. Hmmm, macie ochotę na tutorial?

A poniżej to kot czy żaba? Bo że łowca to wiadomo (pochłania po dwie - trzy saszetki dziennie, a na deser myszki, dwie albo trzy, bo na jednej się nie kończy).


Zainteresowanych informuję, że nowa powieść Marka Krajewskiego została pochłonięta przeze mnie i męża (w odwrotnej kolejności) i ... jak zwykle otrzymaliśmy kawałek dobrego kryminału, od którego nie sposób się oderwać. Trudniej tu już o ten klimat, o którym pisałam wcześniej ... ale to pewnie dlatego, że czas zdarzeń i powojenny Wrocław mocno różnią się od tych, które znamy z pierwszych powieści. 
Krajewskiego przeczytałam pomiędzy dwiema innymi książkami, będącymi ciężką literaturą faktu i może moje odczucia w związku z kryminałem są wygładzone i odrobinę przymglone, bo życie pisze o wiele bardziej brutalne scenariusze. Napiszę o tym, kiedyś, bo teraz czas na coś optymistycznego, ciepłego i wesołego ... Macie jakieś propozycje??? 

piątek, 13 września 2013

Codzienne przedstawienie

... zazwyczaj zaczyna się od złowienia myszy. Jeszcze tydzień temu zdarzały się jaskółki, ale już odleciały, więc pozostańmy przy myszach.
Jak już ofiara zostanie upatrzona i baaaardzo delikatnie przetransportowana w zębach na taras nadchodzi czas na zabawę, oczywiście w kotka i myszkę. Niestety, biedactwo nie ma szans, bo kot choć młody (ok. 5 miesięcy) do gap nie należy i nawet gdy uda jej się doczołgać w jakiś zakamarek np. szczelinę między doniczką a ścianą, albo za karton to nie ma mocnych, tak będzie skakał i tańczył wokół aż ją wydobędzie. Zauważyłam, że biedulki dla zmyłki martwe udają ... a nóż widelec kocur odpuści. Ale ten nie da się podejść, odchodzi ukradkiem tylko zerkając, niech no tylko mysz spróbuje się poruszyć - natychmiast zostanie doprowadzona do porządku, tzn. podrzucona do góry a potem przygnieciona łapą. A jak już uda jej się zejść z tego świata następuje konsumpcja, szczegółowym opisem i zdjęciami nie będę Was raczyła. Marcin tylko podgląda (bo jak wspomniałam spektakl odbywa się na tarasie, często w porze naszego posiłku) i komentuje "OOO odciął już myszy głowę i zjadł ..."

Trudno się dziwić, że po tak wyczerpującym zajęciu kotu chce się spać ...




A latem, w czasie upałów zdarzała się też taka drzemka :))


Wczoraj wybraliśmy się na wieczorny spacer ... kot oczywiście też, choć nikt go o to nie prosił. Nie wiem co Ci ludzie ze wsi, widząc mnie z kotem na rękach, sobie  pomyśleli (przecież musiałam go nieść bo inaczej wpadłby pod samochód).

Przynajmniej wiem, że w tym roku, żadna mysz na dłużej u nas nie zagości :))

Ściskam, życząc dużo dobrego humoru, na piątek 13. :))

poniedziałek, 9 września 2013

Mam go!

Najnowszy kryminał Marka Krajewskiego "W otchłani mroku".
Co prawda oficjalna premiera dopiero w środę, ale na stronie wydawnictwa Znak był dostępny już w ubiegłym tygodniu, w atrakcyjnej cenie i z darmową przesyłką do paczkomatów InPost. Pierwszy raz skorzystałam z tej formy dostawy i ... chyba będę korzystała tak często jak się da :)) W czwartek po południu kupiłam książkę, w piątek wieczorem dostałam informację smsem, że paczka została wysłana i mogę się spodziewać w ciągu 1-2 dni roboczych, w sobotni wieczór miałam ją już w domu!
Tak ekspresowa dostawa przerosła moje najśmielsze oczekiwania.

Marka Krajewskiego przedstawiać chyba nie muszę. Ma tylu zwolenników co i przeciwników. Jego powieści są mroczne (takie jak realia życia, nie tylko w czasach, w których przyszło żyć Eberhardowi Mockowi i Edwardowi Popielskiemu), wiele w nich brutalnych scen, prawie nigdy nie kończą się happy endem. Ale czyta się je jednym tchem. Marek Krajewski od pierwszych stron przenosi nas do innego świata, czujemy zapach zarówno spożywanych posiłków jak i brudnych klatek schodowych i podwórek, słyszymy przejeżdżające dorożki, tramwaje i odgłosy pijackiej kłótni za ścianą. Powieści są niezwykle dopracowane w najdrobniejszym szczególe, napisane pięknym językiem i z całą pewnością wyróżniają się na tle dostępnych na rynku kryminałów.
Od ponad 10 lat trwania mojej przygody, która rozpoczęła się wraz ze "Śmiercią w Breslau" wciąż niecierpliwie czekam na kolejne powieści Marka Krajewskiego i wciąż jestem przez niego zaskakiwana rozwojem wypadków, wartką akcją i zakończeniem, którego nie jestem w stanie przewidzieć.




czwartek, 5 września 2013

Czerwone korale

Lubię jarzębinę. Najbardziej tą z końca sierpnia i początku września gdy jest bardziej pomarańczowa niż czerwona. Z niedzielnego spaceru wróciłam z pękiem różności i powstał wianek


(tabliczka od Qrki nareszcie doczekała się godnego i właściwego miejsca)


Posłuchacie Sławy Przybylskiej? 


W ramach mojego szydełkowego rozpędzenia (o którym był poprzedni post) powstał też m.in. serduszkowy breloczek, dla zaprzyjaźnionej ogrodniczki :) Przygotowałam też kilka innych drobiazgów, ale o tym będzie osobny post.




To mój pierwszy breloczek. Mam jeszcze problem z mocowaniem zawieszek, nie mam za bardzo koncepcji w jaki sposób to zrobić aby sobie swobodnie "dyndały". Może macie jakieś pomysły?


:*

P.S. Wianek zgłaszam na wyzwanie w Szufladzie  :))

środa, 4 września 2013

szydełkowe drobiazgi

Miało być o jarzębinie ... ale zdjęcia zostały w domu, a ja piszę z biura ... Będzie więc o gratisikach (chyba nie ma takiego słowa, ale wielkość moich "wytworków" raczej nie pozwala na użycie słowa gratisy :) ), które przygotowałam dla dziewczyn, które wygrały moje candy.

Wiem, że paczuszki (priorytety szły 5 dni! brak mi słów na tą naszą pocztę) dotarły i nawet już pojawiły się na blogach zwyciężczyń więc i ja je zaprezentuję u siebie.

Rozpędziłam się ostatnio szydełkowo, a w ramach tego rozpędzenia powstały:
małe maskotki (myszki - a może kotki ;) i miś)



Myszki trafiły do dziewczynek: fioletowa do Mariki (córeczki Justyny) a żółta i różowa do Darii i Sary (dwóch dam o których wspomniała Jola) a Miś przeznaczony był dla jednego z synków Moniki. Monika ma dwóch synków i obaj są fanami angry birds. Z podarkami dla chłopców zawsze mam problem, bo szydełko wydaje mi się "niemęskie" ale myślę, że taki portfelik-saszetka, który można w razie czego doczepić do paska (z tyłu ma szlufkę) może się spodobać:


Do Joli powędrował też jeden dodatkowy motylek i serduszko, których nie fotografowałam bo podobne były do tych, które były do wygrania na candy (ale dziewczynki są dwie więc musi być po równo :) )

Monika robi z papieru, wstążek, guzików i tego co się nawinie piękne rzeczy i pomyślałam że taki mały zestaw do zdobienia kartek może się jej przyda:


Przyznam się, że zawsze mam problem z fotografowaniem tych drobiazgów. Tutaj dla "ukazania wielkości" w towarzystwie grosika, ale aparat i tak nie chwyta szczegółów :/

A dla Justyny uszyłam pachnącą lawendą saszetkę, z okienkiem - aby zapach lepiej się wydobywał i z tylnym zapięciem - aby można było wymieniać zawartość. 


I przy szyciu tego woreczka doszłam do wniosku, że dłużej nie obędę się bez maszyny! Oj głupia, ja głupia ... miałam kiedyś w rękach Silvercrest i nie kupiłam (bo przecież nie mam czasu na szycie). A stos materiałów, m.in. na zasłony, na poduszki, na abażur czeka, bo ręcznie chyba się nie podejmę, a nie mam komu dać do uszycia. Czekam więc, niecierpliwie przebierając nogami, bo okazuje się jednak, że maszyna to absolutnie rzecz niezbędna. Napisałam do Lidla i dostałam odpowiedź zachęcającą do odwiedzin w placówkach, może kiedyś się pojawi ... wrrrrr.

W Gnieźnie znowu słonecznie więc ściskam pogodnie :*

poniedziałek, 2 września 2013

Toruń w sobotni wieczór

Jakbym przeczytała taki tytuł to spodziewałabym się, że przeczytam o pięknej toruńskiej starówce, o cudnie podświetlonym bulwarze, o piernikach ...
Ale ja dziś trochę inaczej. Bo Toruń to też przepiękny (ośmielę się stwierdzić, że najpiękniejszy na świecie ;) ) stadion żużlowy Motoarena.
źródło: speedway.net.pl

Speedway to sport dla ludzi o silnych nerwach, czasem wydaje mi się, że ja już za stara na takie nerwy jestem ... ale natura jest silniejsza ;) Wychowywałam się 200 m w linii prostej od stadionu w Gdańsku, chłopaki z podwórka i ze szkoły żyli żużlem, przy sprzyjającym wietrze słyszałam dokładnie co się dzieje na stadionie ... Na żużel chodził mój dziadek i mój tata więc chcąc nie chcąc i ja polubiłam ten sport.



Nie żyję żużlem, często myli mi się kto gdzie jeździ (zbyt często zawodnicy zmieniają kluby) ale lubię ten specyficzny zapach, emocje i przyjazną atmosferę. I lubię dobre widowisko, a takiego zawsze można spodziewać się w Toruniu, czy to na meczach ligowych czy na Grand Prix.
I tak właśnie spędziliśmy sobotni wieczór, nie szkodzi, że mecz był na 20 a my mamy do Torunia ponad 2 godziny jazdy.

Najważniejsze, że kibice mali i duzi byli zadowoleni :)



A na koniec była niespodzianka - fajerwerki


Wróciliśmy w środku nocy, ale zadowoleni, bo takie spontaniczne* wyjazdy są najfajniejsze :))

*spontaniczne to w tym przypadku znaczy, że decyzja zapadła kilka dni wcześniej, w innym przypadku nie kupilibyśmy biletów ;)