Miało być o jarzębinie ... ale zdjęcia zostały w domu, a ja piszę z biura ... Będzie więc o gratisikach (chyba nie ma takiego słowa, ale wielkość moich "wytworków" raczej nie pozwala na użycie słowa gratisy :) ), które przygotowałam dla dziewczyn, które wygrały moje candy.
Wiem, że paczuszki (priorytety szły 5 dni! brak mi słów na tą naszą pocztę) dotarły i nawet już pojawiły się na blogach zwyciężczyń więc i ja je zaprezentuję u siebie.
Rozpędziłam się ostatnio szydełkowo, a w ramach tego rozpędzenia powstały:
małe maskotki (myszki - a może kotki ;) i miś)
Myszki trafiły do dziewczynek: fioletowa do Mariki (córeczki
Justyny) a żółta i różowa do Darii i Sary (dwóch dam o których wspomniała
Jola) a Miś przeznaczony był dla jednego z synków
Moniki. Monika ma dwóch synków i obaj są fanami angry birds. Z podarkami dla chłopców zawsze mam problem, bo szydełko wydaje mi się "niemęskie" ale myślę, że taki portfelik-saszetka, który można w razie czego doczepić do paska (z tyłu ma szlufkę) może się spodobać:
Do Joli powędrował też jeden dodatkowy motylek i serduszko, których nie fotografowałam bo podobne były do tych, które były do wygrania na candy (ale dziewczynki są dwie więc musi być po równo :) )
Monika robi z papieru, wstążek, guzików i tego co się nawinie piękne rzeczy i pomyślałam że taki mały zestaw do zdobienia kartek może się jej przyda:
Przyznam się, że zawsze mam problem z fotografowaniem tych drobiazgów. Tutaj dla "ukazania wielkości" w towarzystwie grosika, ale aparat i tak nie chwyta szczegółów :/
A dla Justyny uszyłam pachnącą lawendą saszetkę, z okienkiem - aby zapach lepiej się wydobywał i z tylnym zapięciem - aby można było wymieniać zawartość.
I przy szyciu tego woreczka doszłam do wniosku, że dłużej nie obędę się bez maszyny! Oj głupia, ja głupia ... miałam kiedyś w rękach Silvercrest i nie kupiłam (bo przecież nie mam czasu na szycie). A stos materiałów, m.in. na zasłony, na poduszki, na abażur czeka, bo ręcznie chyba się nie podejmę, a nie mam komu dać do uszycia. Czekam więc, niecierpliwie przebierając nogami, bo okazuje się jednak, że maszyna to absolutnie rzecz niezbędna. Napisałam do Lidla i dostałam odpowiedź zachęcającą do odwiedzin w placówkach, może kiedyś się pojawi ... wrrrrr.
W Gnieźnie znowu słonecznie więc ściskam pogodnie :*