Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 17 września 2013

Dwa motylki i żaba :)

W ostatnich dniach powstały jeszcze dwa motylki:




Nie widziałam takich w internecie. Prawda jest też taka, że specjalnie się nie rozglądałam i całkiem sama je wymyśliłam. Dostałam też pytanie o "przepis" na motylka. Hmmm, macie ochotę na tutorial?

A poniżej to kot czy żaba? Bo że łowca to wiadomo (pochłania po dwie - trzy saszetki dziennie, a na deser myszki, dwie albo trzy, bo na jednej się nie kończy).


Zainteresowanych informuję, że nowa powieść Marka Krajewskiego została pochłonięta przeze mnie i męża (w odwrotnej kolejności) i ... jak zwykle otrzymaliśmy kawałek dobrego kryminału, od którego nie sposób się oderwać. Trudniej tu już o ten klimat, o którym pisałam wcześniej ... ale to pewnie dlatego, że czas zdarzeń i powojenny Wrocław mocno różnią się od tych, które znamy z pierwszych powieści. 
Krajewskiego przeczytałam pomiędzy dwiema innymi książkami, będącymi ciężką literaturą faktu i może moje odczucia w związku z kryminałem są wygładzone i odrobinę przymglone, bo życie pisze o wiele bardziej brutalne scenariusze. Napiszę o tym, kiedyś, bo teraz czas na coś optymistycznego, ciepłego i wesołego ... Macie jakieś propozycje??? 

piątek, 13 września 2013

Codzienne przedstawienie

... zazwyczaj zaczyna się od złowienia myszy. Jeszcze tydzień temu zdarzały się jaskółki, ale już odleciały, więc pozostańmy przy myszach.
Jak już ofiara zostanie upatrzona i baaaardzo delikatnie przetransportowana w zębach na taras nadchodzi czas na zabawę, oczywiście w kotka i myszkę. Niestety, biedactwo nie ma szans, bo kot choć młody (ok. 5 miesięcy) do gap nie należy i nawet gdy uda jej się doczołgać w jakiś zakamarek np. szczelinę między doniczką a ścianą, albo za karton to nie ma mocnych, tak będzie skakał i tańczył wokół aż ją wydobędzie. Zauważyłam, że biedulki dla zmyłki martwe udają ... a nóż widelec kocur odpuści. Ale ten nie da się podejść, odchodzi ukradkiem tylko zerkając, niech no tylko mysz spróbuje się poruszyć - natychmiast zostanie doprowadzona do porządku, tzn. podrzucona do góry a potem przygnieciona łapą. A jak już uda jej się zejść z tego świata następuje konsumpcja, szczegółowym opisem i zdjęciami nie będę Was raczyła. Marcin tylko podgląda (bo jak wspomniałam spektakl odbywa się na tarasie, często w porze naszego posiłku) i komentuje "OOO odciął już myszy głowę i zjadł ..."

Trudno się dziwić, że po tak wyczerpującym zajęciu kotu chce się spać ...




A latem, w czasie upałów zdarzała się też taka drzemka :))


Wczoraj wybraliśmy się na wieczorny spacer ... kot oczywiście też, choć nikt go o to nie prosił. Nie wiem co Ci ludzie ze wsi, widząc mnie z kotem na rękach, sobie  pomyśleli (przecież musiałam go nieść bo inaczej wpadłby pod samochód).

Przynajmniej wiem, że w tym roku, żadna mysz na dłużej u nas nie zagości :))

Ściskam, życząc dużo dobrego humoru, na piątek 13. :))

czwartek, 27 czerwca 2013

Na gorącym uczynku

Kot został przyłapany.
Taki słodziaczek, przytulasek ... ale czemu w mojej ukochanej hortensji przesiaduje???


A hortensja urody przecudnej :)


No dobra, kot też, ale razem tworzą niezbyt udany duet.
W doniczce obok też już go znalazłam - tym razem na miniaturowej lilii się ułożył. Że niby ogrzać ją zamierzał, czy co?

I języków się uczyć zachciało:



Bestia rośnie i tyle ...


Kociak przysparza nam wiele radości i cieszymy się, że się przybłąkał i można jedno kocie istnienie ocalić :))

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Smerf

Smerfik, Smerfuś, Smerfek ... znając dzieci podejrzewam, że to nie ostatnie imię dla tego oto Pana (chyba Pana):


Pojawił się u nas w piątkowe przedpołudnie i skradł serca prawie wszystkich domowników. Nad jednym musi jeszcze trochę popracować, ale wierzę, że mu się uda, w końcu Pan oprócz porządku lubi też koty ...:))


 Poranna zabawa z małym pół-dzikusem :)


"Pani narzekała ostatnio, że jej kwiatki takie małe są a dla mnie to prawdziwy gaj. A ile tu ruszających się listków i gałązek, które zapraszają do zabawy."



"Z pewną taką nieśmiałością do nich podchodzę, w końcu trzeba poprychać trochę, niech sobie nie myślą ... ale jak nie widzą to mogę być kanapowcem. Wygodnie mi tutaj!"


"A to ja, w całej okazałości. Jak tu mnie nie kochać???"

No, to mało ostatnio mam roboty i obowiązków, więc mam następny :)) Biegam w piżamie z kotem po ogródku wystawiając go w trawę, karmiąc strzykawką, a w międzyczasie robiąc zdjęcia.  
Ale powiedzcie same, jak tu go nie kochać?

piątek, 25 stycznia 2013

Mama kotka wie jak powstrzymać zły sen

i co Wy na to? Dawno nie oglądałam czegoś tak miłego i ciepłego :))



Całusy z Gdańska :)

P.S. Babo, Graszko - DZIĘKUJĘ! To było wspaniałe popołudnie. Szkatułki - wspaniałe, odstresowywacze już w użytku :)))

wtorek, 7 sierpnia 2012

Wakacje w Ściborówce i ... kocia przybłęda.

Nie było mnie długo, wiem. Czuję wielki niedosyt, z wielu powodów. Ale nadganianie zaległości zostawię na później a dziś kilka słów o moim urlopie. Trwał tydzień, podzielony na dwa etapy: pierwsy krótki - dwa noclegi w Czorsztynie (pominę milczeniem, tymczasowo) i drugi, cudowny u Danusi w Ściborówce. Pewnie wiele z Was zna Danusię z blogowego świata, jeśli nie znacie koniecznie zajrzyjcie. Nie będę wstawiała zdjęć, bo na blogu D. jest ich dużo i wszystkie wiernie pokazują jaka jest Ściborówka. A jest: gościnna, rodzinna, urocza, piękna, zadbana - CUDOWNA! Taka jak nasza Danusia :)) Nie znam drugiej tak pracowitej osoby, która potrafi robić 3 rzeczy na raz: jeździc rowerkiem, haftować/bibułkować i słuchać audiobooka, a Danusia potrafi!!! Już nigdy nie będę narzekała na brak czasu. Przy pożegnaniu czułam ogromny niedosyt (co dawno mi się nie zdarzyło). Myślę, że to pozytywne odczucie, które wróży, że niebawem, może za rok, tam wrócimy. Dzieciaki też pokochały to miejsce, Marcin ledwie przebudzony o 5. rano włożony do fotelika samochodowego tylko zapytał: "Mamo, a wrócimy tu jeszcze?". Danusiu, wrócimy! Dziękujemy Ci za wszystko, było cudownie!

(Fotorelacja z urlopu, w czasie którego zobaczyliśmy wiele cudownych miejsc niebawem się pojawi :) O Danusi i Ściborówce też pewnie będzie nie raz i nie dwa :) )

I ... z prawie ostatniej chwili. Z wakacji wróciliśmy w sobotę a w niedzielę rano, dzielnie przedzierało się przez trawę kocie maleństwo. Julka pobiegła i wróciła zatrwożona. Nasłuchałam się, jakie to biedne, głodne, małe, chude ... Cóż było robić? Przygarnęliśmy. Na chwilę. A na ile to się okaże, bo zdobywa nasze serca i nie wiadomo jak się to zdobywanie skończy :D Przybyło w stanie opłakanym, głównie martwiły mnie oczy, zaklejone, zaropiałe ...

Przemywałam rumiankiem, bo był pod ręką. Dziś kupiłam decortineff (antybiotyk) i chyba zadziałał. Kocina zaczęła widzieć. Na moje nieszczęście to chyba kotka. A wiadomo, każda kotka to wariatka hihihihi :) No cóż, pozostaje mi ją polubić. Myślę, że kocię traktuje mnie jak swoją mamę, przemywającą (nie liżącą) oczy kilka razy dziennie, karmiącą, przytulającą. Niejdną taką "przybłędę" odchowałam i mam nadzieję, że ta też wyliże się i wyrośnie z niej "porządny kot". Im bardziej zabiedzone zwierzę tym większe wyzwanie przede mną i tym bardziej zależy mi, aby się udało. Przecież to nie przypadek, że znalazło się u nas, to przenaczenie. Kotek jest maleńki, na szczęście sam je i chociaż karmienie strzykawką mnie ominęło. A apetyt mu dopisuje i chociaż łapki chudziutkie to brzuszek okrąglutki :)



Zdjęcia z komórki bo aparat tuż przed wakacjami odmówił posłuszeństwa. O tym też napiszę :/ Kiedyś. :))
Buziaki gorące przesyłam i powakacyjnie pozdrawiam serdecznie!