Obserwatorzy

poniedziałek, 25 listopada 2013

Okno wystawowe

W ferworze przygotowań do świąt moje okno kuchenne zamieniło się w okno wystawowe :)) 


Odkładam na nie to, co akurat się tworzy i czeka na wykończenie lub służy mi za wzór do dalszych prac:


Muchomorki i małe serduszka całkowicie skradły moje serce i z cała pewnością będzie ich więcej :))


Powiększa się kolekcja śnieżynek, różnego rodzaju i wielkości :)


Zawisła także śnieżynkowa girlanda.


Wzory niektórych śnieżynek odnalazłam w internecie, inne, podobnie jak i dzwoneczek są moją improwizacją :)) 

Część tych ozdób może być Wasza - zapisy na Candy na Zapiecku trwają do 15 grudnia, serdecznie zapraszam Was do udziału, tym bardziej, że wśród zaprzyjaźnionych osób wylosuję dodatkową niespodziankę  :)))

Pozdrawiam Was zimowo, ale słonecznie :)


czwartek, 21 listopada 2013

Candy na Zapiecku :))

Jeżeli podobają się Wam szydełkowe ozdoby nie tylko choinkowe to zapraszam Was do odwiedzenia mojego drugiego bloga - Pracowni na Zapiecku, na którym właśnie zaczyna się zabawa :)





wtorek, 19 listopada 2013

Poszczęściło mi się :)

Po pierwsze wygrałam u Agnieszki z Domowych Klimatów serduszko i bon rabatowy na zakupy w agohome.pl :)) Serduszko dynda już sobie wesoło w kuchennym oknie :) A bon na przedświąteczne zakupy będzie jak znalazł :))
Agnieszko, bardzo Ci dziękuję!


W ostatnim czasie (przepraszam, że dopiero teraz o tym piszę i oficjalnie dziękuję) dostałam dwa wyróżnienia Liebster Blog Award. Pierwsze od Julka Smacznego Turysty, który inspiruje smakami, opowiada o spotkaniach z najlepszymi kucharzami polskich restauracji (smakosze koniecznie do niego zajrzyjcie!) i dużo, dużo więcej. Drugie od Asi i Marcina - spokojnych impetyków, którzy łapią każdą chwilę, cieszą się tym co tu i teraz i opowiadają o życiu we wciąż bliskim mi Trójmieście.

Dziękuję Wam bardzo serdecznie, to zawsze miłe, kiedy ktoś docenia naszą pracę, bo wychodzę z założenia, że pomimo chwil milczenia to blog to też pewne zobowiązanie. Mam nadzieję, że nie urażę Was i nie pogniewacie się ...


Ten obrazek już dawno powinien znaleźć się gdzieś z boku. Kilka wyróżnień dostałam już wcześniej jednak nie one są najważniejsze lecz Wasza obecność na moim blogu. To, że zaglądacie i każdy pozostawiony komentarz, uwaga jest niezwykle cenny. Wierzę, że zrozumiecie.

A tymczasem biegnę nadrabiać przeróżne zaległości, które narosły z powodu chorób jakie nas ostatnio dopadły. Czujecie już oddech Świętego Mikołaja na plecach? Oj ja coraz bardziej dlatego ręce wciąż pełne roboty. \
Jeszcze tylko mała "zajawka" zbliżającego się candy na zapiecku:


Macie ochotę na szydełkowe cukierki? :))

wtorek, 12 listopada 2013

listopadowy weekend w Gdańsku

11 listopada to dla nas szczególne święto. To imieniny Marcina (możemy więc bez skrupułów objadać się prawdziwymi poznańskimi rogalami) ale także okazja do patriotycznych pogadanek i śpiewania starych żołnierskich piosenek. Pewnie na przekór wielu jestem dumna i z historii i z naszych (polskich) osiągnięć. Kiedy parotysięczny tłum śpiewa hymn pod pomnikiem Jana III Sobieskiego mi po plecach przechodzą dreszcze. Może to kwestia wychowania? Może specyficznej atmosfery, w której dorastałam kiedy przemiany "działy się" na moich młodych wówczas oczach i bardzo mnie interesowały?
To co dzieje się w Warszawie jest tak odmienne od gdańskiej parady, że czasem aż trudno uwierzyć, że migawki, które gdzieś zobaczę są prawdziwe. My od 10 lat przyjeżdżamy regularnie do Gdańska aby świętować. Przypinamy własnoręcznie zrobione kotyliony, zakładamy szaliki, czapeczki. Dla mnie najpiękniejsze jest to, że uczestników parady, a także zwykłych przechodniów odświętnie ubranych nikt nie zwołuje, nie zmusza. Centrum miasta jest w tym dniu biało-czerwone. Masz coś ciekawego do pokazania (rower, szczudła, stare auto), współtworzysz grupę ludzi pasjonującą się daną epoką - możesz wziąć udział. Pamiętam tak duże parady, że zaczęto wprowadzać zapisy, wszyscy nie mogli wziąć udziału. Na trójmiejskich stronach można pooglądać fotorelacje, poniżej moich kilka migawek zrobionych "w biegu" i Gdańsk - moje kochane miasto w nietypowym, ciepłym listopadzie:



Kowboje: Dziadek z wnuczkiem :*





Listopad w Gdańsku ma też ogromną zaletę - wdychamy jod w czasie nadmorskich spacerów.


(Córeczka z tatusiem spacerują po molo w Brzeźnie).



Marcin wyprosił czapkę - sowę, zrobiłam w komplecie z rękawiczkami.


Komplecik i kotyliony możecie obejrzeć klikając tu: Pracownia na zapiecku

A Wy świętujecie? Jeśli tak to w jaki sposób?
Pozdrawiam ciepło, listopadowo :)

wtorek, 5 listopada 2013

Zaległości, zaległości ...

Nie pisałam chwilę, bo dużo wokół się działo.
Po pierwsze urodziny Julki. Zgodnie z zapowiedzią aby uatrakcyjnić dziewczynkom imprezę kupiłam każdej małą dynię i wycinałyśmy. Śmiechu i bałaganu było całe mnóstwo, ale warto było. Dziewczyny nie zdążyły się znudzić a efekt był taki:




Nie obchodzimy Halloween. Ale dynie wycinamy. Moja Teściowa jako dziecko też takie dynie miała a o amerykanizacji wtedy nikt nie słyszał :)

Ulubionym torcikiem Julki jest Pavlova więc chcę czy nie, lubię czy nie (na szczęści chcę i lubię) muszę go robić. Ciasto idealnie sprawdza się na przyjęcia dla dzieci.
Korzystam z przepisu znalezionego u Ady. Kiedy robiłam go pierwszy raz czułam obawy, bo mistrzem wypieków nie jestem. I słusznie się obawiałam bo wyszła klapa. Jak się później od Ady dowiedziałam za wcześnie wyjęłam ciasto. A ono po określonym w przepisie czasie pieczenia musi sobie w spokoju stygnąć w piekarniku. Uchylam więc minimalnie drzwiczki i tak zostawiam do całkowitego wystudzenia. Wg oryginalnego przepisu powinno się go podawać z bitą śmietaną. Na wyraźne życzenie mojego dziecka musiałam zrobić z kremem malinowym - też go lubię bo jest raczej kwaskowy. Niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia tortu w pełnym wystroju.


Moja nastolatka :* - jak przystało na czarownicę, z kotem :))




Doczekałam się półki wykończeniowej nad kominek :)) Dwa lata czekałam, ale Pan Stolarz (który nam wykonał dużo innych mebli m.in. bibliotekę) wciąż miał coś innego do zrobienia. Nie szkodzi, że tak długo to trwało i tak mogłabym go z czystym sumieniem każdemu polecić. 

Półeczka miała być w miarę prosta, nawiązywać do biblioteczki. Wiem, że zdecydowanie odbiegam od trendu bielenia mebli, moje są ciemne, może ciężkie ... ale je lubię i wiem, ze nie przyjdzie do głowy mi ich zmieniać.

Dekoracje na półeczce wciąż przestawiam i ustawiam inne, sprawdzając co lepiej wygląda. Dla odmiany te jaśniejsze bardziej mi się podobają :)) Tylko kolor ściany bym zmieniła. Malowania za szybko nie planujemy więc lubię to co mam :)



Nastąpił kolejny zwrot w moim życiu zawodowym. Może zwrot to dużo powiedziane, mała górka brzmi chyba lepiej. Sytuacja rodzinna mnie zmusiła do przeniesienia biura do domu. Pamiętacie jak ważne było dla mnie moje nowe miejsce (teraz już byłe)? Pisałam o tym tu i tu.
Nie jest mi lekko, ale okazało się, że w biurze spędzam coraz mniej czasu i więcej rzeczy robię w domu, część dokumentów miałam w pracy, część w domu a to było nie do pogodzenia. Cóż, wiem, że inne względy też by mnie do tego zmusiły więc i tak nie miałam wyjścia. Zorganizowałam sobie kącik w suszarni na poddaszu mojego domu. Jak trochę ogarnę postaram się Wam pokazać. Na razie (może przez ból wszystkich mięśni po generalnym sprzątaniu suszarni i przeprowadzce) chyba nie mam sił i serca.

Pozdrawiam wszystkich starych i nowych czytelników (w szczególności jedną czytelniczkę, która przeczytała bloga od deski do deski :* ) i zapraszam do zerknięcia do Pracowni  tam już niebawem o ubrankach dla kubków, których zapomniałam Wam pokazać  :)) Wzór na ubranka podejrzałam u Justyny - mam nadzieję, że się nie pogniewasz Kochana :*