Rok temu 3 grudnia wypadał w sobotę. To był dzień naszej przeprowadzki z blokowego M- zamieszkiwanego z Mamą Tomka do własnego, wymarzonego domku. Nigdy dotąd nie miałam własnego, prywatnego kąta i miałam wiele obaw, w szczególności, czy podołam. Czy będę w stanie wszystko ogarnąć, poranne pobudki, szykownie do szkoły, przedszkola, męża do pracy, siebie do pracy. Udało się :)
O budowaniu kompromisów pisałam tutaj.
Do dziś brakuje nam w domu wielu rzeczy, bo nie możemy się zdecydować, to co podoba się mi, niekoniecznie mojemu mężowi ... ale wypracowywanie wspólnych rozwiązań też ma swój urok.
Moim marzeniem było stworzyć dom ciepły, przytulny taki jak w znanej chyba wszystkim piosence Hanny Banszak:
http://www.youtube.com/watch?v=CNP672a25CU
Mam nadzieję, że mi się udało i "ciepło tu jest i bezpiecznie". Od wczoraj mamy nawet własną mysz :))))
W ubiegłym roku nie udało mi się zrobić adwentowego wieńca. W tym też nie, ale mam stroik adwentowy z czterema świecami, wykonany przy udziale niewielkiego budżetu (jedynie koszt świec - 12 zł i bawełnianej koronki - 3 zł), skrzyneczki z odzysku (która wiosną służyła za zielnik i pewnie takie będzie jej przeznaczenie po Nowym Roku) i gałązek rosnących w starym przyblokowym skrawku zieleni. Wyszedł dokładnie taki, jaki chciałam, w 100% naturalny:
Ostatnio pewna prawidłowość mnie dopadła. Gdy tylko nadrobię trochę zaległości w dokumentach (np. tak jak w ubiegłym tygodniu codziennie wstawałam o 4 aby popracować) to dom i rodzinka zaczynają na tym cierpieć, nie mówiąc już o dekoracjach i innych drobiazgach. Gdy już nadrobię domowe zaległości to te pracowe znowu dają o sobie znać ... I tak właśnie ze świątecznych dekoracji mam tylko stroik i rozpoczęty wianuszek na drzwi. Produkty na pierniki cierpliwie czekają w komplecie. Ach, żeby tylko ten św. Mikołaj przyniósł mi czasowstrzymywacz ... :)
Dziękuję Wam Kochane za wszystkie odwiedziny i każde ciepłe słowo :) Ściskam i pozdrawiam w ten pierwszy śnieżny w Wielkopolsce dzień! :))



